Miejsce, w którym jedyną przeszkadza jest twa wyobraźnia.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 O świecie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Christopher
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 285
Dołączył/a : 25/12/2015

PisanieTemat: O świecie   Pią Gru 25, 2015 2:39 am


Rok 302 ery. Końcówka ery Ciemnych Wojen.

Kiedyś nie było niczego. Potem przybyli i wszystko spieprzyli. Ludzie, rzecz jasna. Kolonizacja, wiara w przedziwne bóstwa. Nauka magii i różnyk nauk. Osiedlili się na pewnym skrawku ziemi, nazwanym Sylduris. Nikt z mężów i żon nie pomyśleliby, że ktoś może im popsuć szyki.

Niziołki i przeróżne istoty piękne, na terenach Boskiego Gaju. Nazwali nowo-przybyłych plugawymi. Nic zresztą dziwnego. Ludzie, oczarowani majestatycznością stworzeń lasu, chcieli je zdobyć dla siebie. W bardziej lub mniej pożyteczny sposób. To sprowadzało do dewastacji ich fantazyjnej krainy. Inne stwory, które żyły w zgodzie, oburzyły się. Był to początek wojny. Ciąg bitew ludzi przeciwko reszty Sylduris. Choć niestety, niziołki, nimfy i skrzaty raczej nie należały do rasy wojowników. Kiepsko to się dla nich skończyło.
Ludzie nie mogli walczyć w nieskończoność jako zwyczajni wysłannicy ze swych krain. Przyszedł czas, by się osiedlić. Wybudować miasta. Tak powstały cztery królestwa, które nazwano w niezbyt skomplikowany sposób. "Sojusz Czterech Ludzkich Królestw", ot co. Prostota, a cieszyła się uznaniem wśród prostego ludu. Jednakże nie były to jedyne istoty, które ludzie spotkali na swej drodze... Nie jedyne, które potrafiły używać mięśni.
Ekspansja ludzka ruszyła. Na południe, jak i na wschód. Przygotowana do walki. Ale nie tej, którą stoczyli.
Południe nie okazało się przepiękną, miłą dla nich krainą. Oj nie. Tereny arktyczne. Ohydne, zimne. Niemalże zerowa dzicz. Nic do upolowania. Nie było drewna, by móc rozpalić ognisko. Coś takiego jak "drzewa" nie miały racji bytu na tych terenach. Lecz ludzka głupota nie znała granic. Czy to grad, czy śnieg, mróz czy deszcz, brnęli przed siebie, dalej. Z dziwnym spokojem. Coraz pewniejsi siebie. Odważni, wierząc, że na końcu spotkają piękne panny, chwałę.
Na próżno...
Dowiedzieli się co ich czeka. Zaatakowani z nieba. Oddziały zdziesiątkowane przez nieznane im istoty. Już nie tak bezsilne jak poprzednio spotkane. Właściwie te były typowymi drapieżnikami, szkolonymi w tym, by zabijać, mordować i rozszarpywać swe ofiary. Jeden ruch gałki ocznej, a można było się domyślić czym są. Ptako-ludźmi. Tak przynajmniej nazwali ich sami ludzie. Istoty pokryte pierzem, o szponiastych stopach jak i rękach. Z dziobami, przenikliwymi oczyskami o kolorach co najmniej majestatycznymi. Ze skrzydłami na plecach, co prawie kwalifikowało ich do aniołów. Kolana wygięte jak gdyby w tył, zgięte, niczym w literce "S". Jak na istoty o ptasim móżdżku, potrafili używać łuków, mieczy, nosili tarcze. Szczycili się swymi białymi zbrojami, które należały do lekkich, a zapewniały im dobrą protekcje ciała. Niepokonane wręcz. Ludzie musieli uciekać, lecz zaspa śnieżna. Wiele zginęło. Tylko garstka zdołała przejść na drugą stronę, wyjść z krainy, stąpając po dość mrocznej ziemi. Wyglądało to wręcz jak zaproszenie... "Witajcie w Upadłych Górach".
Druga drużyna, która udała się na wschód, również nie miała szczęścia. Szli, zwarci i gotowi. Znów z tą samą naiwnością o glorii i chwale grupy południowej. Spotkał ich gorszy los. O wiele. Stwory, które napotkali, były groźniejsze. Potężne. I nawet znane po części, gdyż pisano o nich książki, legendy i puszczano plotki. Każdy słyszał, lecz w sumie nikt nie widział. Do dnia dzisiejszego dla grupy wschodniej. Wkroczyli na jałowe tereny Skyrock. Posiadała jedne z najwyższych gór, stąd nazwa.
Atak podobny. Z nieba.
Lecz potężniejszy. W postaci prawdziwej, destrukcyjnej siły, której ludzie nie mogli się oprzeć tarczą, czy zbroją. Żywiołem był ogień, który wyrzucało nic innego, jak coś, co ludzkie nazywali Smokami. Prawdziwymi, wielkimi bestiami, które jedną łapą mogłyby przygnieść przynajmniej dwójkę ludzi. O pancerzu na grzbiecie, od którego strzały odbijały się, jakby były wykonane z papieru, a nie wysokiej jakości metalu. Panika obrała oddział, który z sekundy na sekundę nikł w oczach. Na domiar złego, nie była to ostatnia negatywna wiadomość. Los przygotował im jeszcze coś interesującego.
Biegli, przed siebie, po jałowej ziemi. Starali kryć się w górach, lecz na próżno. Coś je zamieszkiwało. I jak nie zginęli od tutejszej flory i fauny, mieli przekonać się o kolejnym zagrożeniu. Drakonisach. Od razu dostali taki przydomek. Nie bez podstawy.
Były to istoty, które nazwaliby pół-człowiekiem, pół-smokiem. Z człekokształtnymi nogami, skórze pokrytej łuskami. Tarczami i zbroją również z nich wykonaną. Twarze w miarę przypominające ludzkie, lecz ohydne. Najczęściej z długimi rogami prowadzonymi ku górze, wychodzącymi bardziej z czoła. Często łysawe, bez ogona jak smoki. Ze szponami zamiast zwyczajnych łapek. Dość przerażające, lecz pozbawione wyprowadzania ze swych ust ognistej salwy. Jednakże zostało to zastąpione przez wielką wytrzymałość, brak starzenia się oraz wielką siłę, o której ludzie mogliby tylko pomarzyć. Zaczęły się walki, nierówne. Żaden praktycznie z dumnych Drakonisów nie padł śmiertelnym ciosem. Tego samego powiedzieć o ludziach mówić nie można było. Ginęli, nie mogąc oprzeć pod ich naporem siły. Tarcze łamały się, tak jak miecze. Pękały, nie były w stanie sprostać prostej konstrukcji smoko-ludzi. I choć zdziesiątkowany oddział zdołał przejść jakoś na tyły wroga, spotkali się z kolejną przeszkodą. Labiryntem Drakońskim. Ogromnym, wielkim na poziom samych gór. Aby dostać się na drugą stronę, przejść przez tereny Skyrock, ludzie musieli skorzystać z potężnej, antycznej budowli.
Niektórych się udało. Przeżyła ich trzydziestka. Była to ogromna klęska ludzkości.
Jednakże oni nie poddawali się. Weszli do Darkwood, ciemnego lasu, pełnego mrocznych tajemnic. Postanowili tam się osiedlić. Stworzyć obóz i jakoś przetrwać, chcąc zbudować miasto. Poznali tam kolejną faunę u florę. Inne rasy, zamieszkujące krainę Sylduris. Na domiar złego, była to rasa komunikatywna. "Ludzka", jakby to stwierdził człowiek. Nazywano ich elfami.
Piękne istoty o długich uszach i wspaniałych oczyskach. Najczęściej bladawe. Ceniły cnotę, wzniosłość, wspaniałość, dumę, honor, ogólnie czystość ducha jak i ciała. Ich budowle były utworzone w zgodzie z naturą, ale tak, by podkreślić jej piękno. Użytek marmuru, szkła, klejnotów z szczyptą mchu, winorośli i drzew. Zapierający dech w piersiach krajobraz każdego z takich miast. ukryte wśród gęstego lasu. Ludzi traktowali jak zabawki. Nowy rodzaj rozrywki. Teoretycznie wspomagali ich. Dali jedzenie, picie. Po prostu karmili, jak gatunek zwierząt na wyginięciu. Ludzie, z pozorną niewinnością, przyjmowali zapasy. Lecz o budowie chociażby kamiennego zamku mogli zapomnieć. Nie przeszkodziło to im jednak na zrąbanie kilku drzew i utworzenie czegoś bardziej stałego. To rozjuszyło nieco istoty piękna. Niszczenie ekosystemu przez "plugawców". Ze zwierzątek, stali się wrogami. I choć elfy z chęcią wyrżnęliby ich w pień, tak postanowili przyprawić im nieco cierpienia. Długiego. Wykorzystali do tego swoich braci. Mroczne elfy.
Potworki o czarnej skórze. Równie piękne, lecz przesycone mroczną energią. Były to elfy, które wgłębiając się zbyt w ciemny rodzaj magii, częściowo się w nim zatracili. Przynajmniej tak wynika z opowieści tych "wspaniałych" lub też "wysoko urodzonych".
Mimo wzajemnej nienawiści do siebie i wyrzucenia z głównego miasta, zgodzili się wspomóc w problemie z ludzkimi jednostkami. Użyli do tego wyrafinowanej broni, zwanej "klątwą", którą rzucili na obóz.
Krzyki, rozrywana skóra, strach, ból i rozpacz. O blasku słońca człek normalny, w blasku księżyca potwornością się stawał. Żądza krwi ogarniała wybrańców, którzy przemieniali się połowicznie w wilki. Silniejsze, zwinne, wytrzymałe, z niebywale wielką regeneracją. Wilkołaki. Obóz musiał radzić sobie sam, na własną rękę, walcząc o przetrwanie, z którego niegdyś powstanie miasto. Niezbyt duże, małe. Odgrodzone drewnianymi palami, murem. Miasto Klątwy, mieszczące się między elfim miastem Hidenleaf oraz smoczym miastem Drakonis.

Lepszy los w przyszłości spotkał południowy oddział. Tam działy się dość interesujące rzeczy...

Upadłe góry. Garstka ludzi, którzy przetrwali atak, postanowiła osiedlić się. Było ich na tyle dużo, że stworzenie miasta i utrzymanie go przez jakiś czas nie było większym problemem. O ile oczywiście nie będą atakowani. Fauna u flora w tym miejscu była dość agresywna. Wilki o czerwonych oczyskach. Łyse niedźwiedzie, czy białe węże o jadzie, który boleśnie wyżera skórę. To tylko nieliczne ze zwierzątek, które zamieszkiwały przepiękne tereny upadłych. Te, których się najbardziej bali ludzie, byli "Cieniami". Czasem człekokształtne, innym razem przypominające jakieś mniej lub bardziej znajome stworzenie. Różniło się jednak tym, ze cienie składały się całkowicie z ciemności. Nie atakowały. Jedynie patrzyły, obserwowały, przeszywały wzrokiem. Budziły strach. Wiele ludzi, którzy mieli z nimi styczność, popełniały samobójstwa. Popadały w paranoje. Ich umysł wrzucał ich w krainy obłędu. Widzieli halucynacje, iluzje. Tylko nieliczni zdawali się być odporni.
Zbudowano grupę. Małą drużynę ludzi, którzy nie odczuwali strachu. Mieli oni za zadanie walczyć z mrocznymi istotami. A przynajmniej wygnać je z dala od miasta, by nie zagrażały życiu mieszkańców. Ruszyli. Nie było ich dniami. Tygodniami. Już spisali ich na straty. Nic dziwnego. Każdy by tak zrobił. Nikt nie mógł przetrwać, jak widać, spotkania z Cieniami. Aczkolwiek, co było dziwne, istoty te nie straszyły już więcej mieszkańców. Zniknęły na dobre.
Minął miesiąc i dwa tygodnie. Grupa przybyła. Nikt ich jednakże z początku nie poznał. Włosy oblane bielą, jakby zobaczyli coś przerażającego. Na takich jednak nie wyglądali. W dodatku nieśli coś, dość skrycie. Co się stało i czym to było, nikt nie miał pojęcia. Do dzisiaj prawda jest nieznana.
Ludzie o białych włosach zostali władcami Upadłych Gór, tworząc Miasto Piekła. Pewnym była za to jedna rzecz. Zdobyli wiedzę, dzięki której w parę chwil zdołali wznieść potężną armię potworów.
Krążą plotki, że stwór cienia był tylko jeden. Ten sam, przybierający różne kształty, zwany Lucyferem. Szukał śmiałków, którzy są godni spojrzenia w jego oczyska. Ukazał ponoć moc ujarzmienia diabelstwa i władania jego wymiarem. W zamian za otrzymanie tak wielkiej potęgi, chciał wiecznego spokoju. Ludzie zgodzili się. Włosy śmiałków stały się białe, a przez ich ciała przeszła wielka moc. Zdobyli wiedzę, o której żaden człowiek nie marzył.

Z biegiem czasu, wojny między rasami zaczęły ustawać. Lecz nastąpiły podziały, nawet względem samych ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://archiwalnie.forumpolish.com/ 18122777
 
O świecie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Szkoły Magii na świecie
» Magiczne szkoły na świecie
» Pokemonowe Teorie
» X-men w świecie pokemon! - Gra Zerna (Część I)
» Najgorsza lekcja na świecie {Prowadzący: Gabriel i Ivari}

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Archiwalnie :: Pozostałe :: Archiwum :: Archiwum-
Skocz do: